<title_newspaper="Gromada"> 
<title_article="Jak we wasnym domu i w kole rodzinnym"> 
<author_1=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month=4>
<date=1952-04-13>
<period=w2> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Byo to 19-go maja 1951 roku. Dzie by pikny, soneczny. Lekki wietrzyk porusza mode, majowe licie drzew przy Alei Stalina i w Parku azienkowskim.
Szo nas dziewitnacie osb, chopek, chopw, robotnic i robotnikw wraz z przedstawicielami niektrych redakcji. Patrzc na tych korespondentw chopskich i robotniczych, pomidzy ktrymi i ja byem, nie zauwayem nic nadzwyczajnego. To proci, naturalni ludzie  nikt nad nikim nie stara si growa wymow, jakimi zdolnociami, lub jakie zasugi przed drugim wysuwa. Im bliej bylimy Belwederu, tym bardziej twarze nam wszystkim powaniay i przybieray wyraz skupienia.
Wiem, e to, co ja czuem, czuli wszyscy. Jak to? My, proci ludzie, tacy zwyczajni chopi i robotnicy, idziemy dzi do Pierwszego Obywatela Kraju, Wodza Narodu, idziemy zoy mu wizyt, poda swoje rce. Idziemy do Belwederu, gdzie jeszcze nie tak dawno bez fraka, bez stray honorowej, bez sztywnego czekania na ukazanie si Prezydenta, bez caego szeregu ceremonialnych i obowizkowych etykiet, wej nie byo mona.
Naturalnie. Chcemy udawa spokj przed innymi i przed sob. Ale serca jako inaczej bij. Myli nasze lec w minione lata, w te lata zapomnienia o szarym czowieku pracy, w ktrych czowiek prosty, chop i robotnik, nieraz przez pierwszego lepszego urzdnika we wasnej gminie by poniewierany, jeli nie okaza przed nim swojej niszoci pochyleniem si nisko z czapk w rku.
Wchodzimy na stopnie Belwederu. Ju w nastpnym pokoju wita nas podaniem rki kobieta, szef kancelarii Prezydenta i prowadzi nas do obszernego pokoju przy tarasie. Stajemy po jednej stronie. Po drugiej stronie widzimy przedstawicieli rzdu, prasy i rnych goci. Czekamy na ukazanie si Prezydenta. Nie moemy opanowa wzruszenia. Udajemy spokj, ale naprawd tak nie jest, bo ten i w siga po chusteczk. Pod powiekami, a nawet ju na twarzy pod oczami, czujemy co wilgotnego. Udajemy, e chusteczki unosimy od zwyczaju, ale tak nie byo. Mymy ocierali zy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
